Byłam z klasą na wycieczce w Warszawie. Pojechaliśmy na budowę. Wszyscy z mojej klasy wpatrywali się w budynek. Było dużo dźwigów. Można było sobie zrobić zdjęcie w dźwigu. Każdy skorzystał z okazji i zrobił zdjęcie, nawet nasz wychowawczyni. Oprowadzali nas po terenie, każdy był zadowolony. Wszyscy robili zdjęcia obiektu. Nagle przyjechali jacyś ludzie, którzy chcieli sprawdzić wentylacje i klimatyzacje. Cała klasa stanęła na baczność, ponieważ w opisie wycieczki nie było takich niespodzianek. Pracownicy budowy również byli zaskoczeni, ponieważ nie mieli pojęcia, że przyjadą inspektorzy budowlani, którzy będą wszystko sprawdzali . Panowie, którzy przyjechali powiedzieli, że pracownicy nie odbierali telefonów, więc przyjechali bez zapowiedzi.
Nie zdążyliśmy się jeszcze dobrze rozejrzeć i wszystkiego sfotografować, kiedy na plac budowy zajechał samochód, z którego wysiadło dwóch panów, którzy na swoich kombinezonach mieli napisane ,, usługi kominiarskie''. Podbiegliśmy do nich całą grupą wraz z panią i złapaliśmy się za guzik, bo podobno, że jak widzi się kominiarza to trzeba się złapać za guzik- bo to podobno przynosi szczęście.
Nasza pani zaczęła wypytywać w jakiej sprawie tu przybyli i dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy.Na przykład, że przeprowadzają kontrole budowlane z ukierunkowaniem na szczegółowym sprawdzeniu wentylacji, przewodów kominowych, przewodów wentylacyjnych gazowych.
Kiedy wszystkiego się dowiedzieliśmy, podziękowaliśmy panu, który nas oprowadzał i gęsiego udaliśmy się do stojącego na parkingu autokaru.
Mamy już taką szkolną tradycję, że po każdej wycieczce w drodze powrotnej do domu wstępujemy do Mc Donalda na zestaw i szejka. Po powrocie do domu opowiedziałam wszystko swoim rodzicom, a mój tata stwierdził, że ta opowieść idealnie nadaje się na posta i w ten o to sposób opis z mojej wycieczki znalazł się na blogu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz