Nadeszły dla dzieci upragnione wakacje i
oczekiwanie na wyjazd nad morze. W domu zostało ogłoszone pakowanie, moim
zadaniem było przygotowanie samochodu i przyczepy campingowej do drogi i
zapakowanie bagaży tak żeby zajmowały jak najmniej miejsca i nie stwarzały
zagrożenia pod czas jazdy. Najwięcej problemów jak zawsze było z psem, bo kilka
naście godzin dla niego to stanowczo za długo, ale udało się dotrzeć na
miejsce. I jak zawsze kochana rodzinka pobiegła na plaże, a ja zająłem się ustawianiem
przyczepy na polu campingowym. Czas fajnie płynął pogoda dopisywała, po trzech
dniach obok nas ustawiło się młode małżeństwo z dwójką dzieci. Bliższe poznanie
się nastąpiło na drugi dzień. Po całodziennych pobytach na plaży wieczorami toczyły się długie rozmowy,
wakacyjny sąsiad rozwijał dla niego temat rzeka o budowie, gdyż pół roku temu
wprowadzili się do nowo wybudowanego domu, i z detalami opowiadał, o instalacjach
sanitarnych, wentylacjach, instalacjach wodnych i nadzorze budowlanym. Po kilku
wieczorach wałkowania tego samego tematu w koło, ja zebrałem swoją rodzinkę i
stwierdziłem że te same gatki w koło mnie zaczynają nudzić. Zaproponowałem
zwinąć żagle i przejechać gzie indziej, bo przecież w okuł Kołobrzegu są inne
pola nie wszystkim pomysł się spodobał, ale powiedziałem że jak trzy tygodnie
będę słuchał, o różnych systemach, prawie budowlanym to po powrocie do domu
będę mógł napisać doktorat o budownictwie jedno rodzinnym, a ja chciałem
odpocząć. Na drugi dzień spotkała mnie miła niespodzianka bo nikt po śniadaniu
nie poszedł nad morze tylko towarzystwo wzięło się za pakowanie jedynie żona
sąsiadom wciskała jakąś bajeczkę dlaczego wyjeżdżamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz