środa, 4 lutego 2015

Certyfikat energetyczny

Niedawno dowiedziałem się , że mój kolega pobudował sobie dom.Umówiliśmy się, że któregoś wolnego dnia przyjedziemy do niego  na parapetówkę. Byłem z rodziną na zakupach w markecie, przypomniało mi się, że w sobotę idziemy na  parapetówkę , więc kupiłem dobre wino , drobny upominek i w umówionym  terminie stawiliśmy się u niego w domu. Byłem bardzo mile zaskoczony  w sposób w jaki zostaliśmy przyjęci. W przepychu, w którym się znaleźliśmy , byłem trochę skrępowany. Ponieważ nie spodziewałem się, że mój skromny kolega ze szkoły tak wysoko, podniósł swój próg życiowy.
Po obejrzeniu całego budynku , od piwnic po strych zasiedliśmy do kolacji i przy stole naliczyliśmy z żoną dwadzieścia pięć osób. Po wypiciu paru kieliszków wina , atmosfera  rozluźniła się i zaczęliśmy rozmowy na różne tematy. Jedni chwalili gospodarza domu i poklepywali go po plecach , a drudzy z kieliszkami czerwonego płynu rozsiedli się w wygodnych skórzanych kanapach. Koło nas przy stole , od początku imprezy siedziało małżeństwo w średnim wieku, bardzo sympatyczni ludzi z którymi toczyliśmy sobie miłą pogawędkę. Mężczyzna przedstawił się jako Tomasz i przy bliższym poznaniu  wyjaśnił, że pracuję w firmie, która przeprowadza kontrole budowlane. Kiedy zacząłem wypytywać go o jego firmę i na czym polega jego praca, dowiedziałem się także, że zajmują się zarządzaniem nieruchomościami i technicznym zarządzaniem nieruchomościami. Stwierdził, że jest w tym całkiem niezły , ale jako skromny człowiek nie chwalił się jakie piastuje tam stanowisko.
Po pewnym czasie, gdy wszyscy troszeczkę się wygadali i troszkę lepiej poznali , gospodarz domu opowiedział nam , historyjkę o budowie swojego domu , jakie musiał uzyskać zezwolenia i certyfikaty , oczywiście nie był bym sobą , gdybym nie zapytał na czym polega i co to jest certyfikat energetyczny , po prostu tego nie wiedziałem. Tomasz skrupulatnie wyłożył mi kawę na ławę, oczywiście z nie ukrytą dumą i cynizmem, że ma kumpla idiotę. No i w końcu dostało mi się za karę, kiedy pije się za dużo wina i zaczyna zadawać bezsensowne pytania.
Po tym małym prztyczku w nos, posiedzieliśmy jeszcze chwilkę i jak każda nasza ukochana małżonka, która widzi zawsze wszystko dała dyskretnie znać, że nasza wizyta dobiega końca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz