Witam.
W poprzednim artykule pisałem, że ze znajomymi wpadliśmy na
pomysł remontowania mieszkań.
Po udanym remoncie pierwszego mieszkania rozeszła się bardzo
pozytywna opinia o naszej firemce i szybkości wykonywania usług, a tagrze o
dokładności wykonywanych prac.
Dostaliśmy następną propozycję przeprowadzenie
odrestaurowania zabytkowego obiektu znajdującego się na starym rynku w Poznaniu
w bardzo malowniczym miejscu.
Oczywiście bardzo chętnie ją przyjęliśmy, bo bardzo dobre
warunki nam zaproponowano finansowe.
Tylko, że wynikną nam Dość duży problem, bo trzeba było
kogoś znaleźć z certyfikatem energetycznym, a to nie takie proste znaleźć kogoś
konkretnego.
Okazało się, że trzeba wymienić całą instalacje
energetyczną, odnowić tynki, a najgorsze w tym, że trzeba było to wykonać tak
ja pierwotnie było zrobione i z takiego samego materiału.
Oczywiście odnowić wszystkie elementy drewniane i ich
zakonserwować odpowiednymi środkami, a wymaga to dużo czasu i perfekcjonizmu od
pracownika.
Zlecono na tagrze odnowienie elewacji, a polegało to na
rekonstrukcji oszalowania drewnianego z drzewa sosnowego i jego zabezpieczeniu
środkami konserwującymi, a tagrze zamontowanie instalacji przeciw pożarowej.
Prace trwały cztery miesiące przebiegały nawet bardzo
sprawnie aż tu któreś popołudnie przyjechał koleś na kontrol budowlaną.
I się zaczęło!
Wpierw zażądał od nas wszystkich dokumentów i uprawnień,
okazało się, że są w porządku to niemiał się, do czego doczepić.
Później doczepił się do naszych wykonywanych prac, że odcień
farb nie taki.
Tłumacze mu, że otrzymaliśmy wszystkie dane od konserwatora
zabytków, że farby były dobierane komputerowo, ale oczywiście facet uparł się i
nie dało go się przekonać, stwierdził, że musi to osobiście sprawdzić.
Po zatem nie znalazł żadnych uchybień, co do prac
konserwatorskich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz