poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Zawalona Ściana

Święta, święta i po świętach. Przed świąteczne sprzątanie, bieganina za zakupami, obżarstwo za stołem, rozjazdy i przyjazdy rodzinne już za nami. Ja też już z rodziną wróciłem do domu.
Byliśmy u rodziny w Mikołowie koło Katowic. Znaleźliśmy się tam dlatego, ponieważ siostra rodzona mojego osiemdziesięcio cztero letniego dziadka, mieszka tam ze swoją rodziną, Ze względu na wiek i zdrowie ich obojga postanowili się spotkać a , że oni bywali często u nas na świętach , w te święta zaprosiliśmy ich do siebie. Ciocia Ela , bo tak ją nazywamy jest bardzo dobrą kucharką przez kilka lat w swojej młodości pracowała jako barmanka , a potem jako kucharka . Dawna restauracja w której urzędowała nasza ciotuchna , po mojemu miała trochę dziwną nazwę :
,,Pod Końskim Łbem''. Ja osobiście jak zobaczyłbym taki szyld, raczej nie skusił bym się tam na posiłek. Ale w siedemdziesiątych latach, podobno była to jedna z najlepszych restauracji w Mikołowie. Po święcie Barbórki, wraz ze swoimi żonami przychodzili tam górnicy, którzy chcieli zabłysnąć przed swoimi damami. Oraz wszyscy ci co lubili zjeść coś na prawdę dobrego.
Moja rodzina uwielbia kluchy śląskie , ze zrazami i modrą kapustkę z zasmażanym boczusiem i zasmażką. Jest to danie , które wychodząc z pod ręki cioci Eli , ma tak wspaniały smak i aromat , że zanim wyląduje na stole , wszyscy z prędkością światła musimy przełykać ślinkę. Przed świętami wszyscy słyszeliśmy w wiadomościach, że na Śląsku wiatr przewrócił ścianę nowo powstającego budynku. Po obiedzie w rozmowach przy stole właśnie przewinął się ten temat . Mogliśmy mieć informacje z pierwszej ręki, ponieważ syn ciotuchny pracuje w kontroli budowlanej, przeprowadza przeglądy budowlane i często pracuje na budowach lub jest powoływany do komisji przy tąpnięciach lub wypadkach budowlanych . Opowiedział nam , że kiedy pojechał na miejsce gdzie zawaliła się ta ściana, a był tam z kolegą pracującym w technicznej obsłudze budynków . Na miejscu była już policja , staż pożarna i pogotowie, wiatr dmuchał tak mocno, że trudno było ustać na nogach . Podarta folia , worki po cemencie , kawałki blachy i połamane gałęzie wiatr unosił w powietrze jak latawce . Na miejscu byli także inspektorzy budowlani, którzy mieli stwierdzić przyczynę zawalenia się ściany . Z ogólnej rozmowy i z tego co było widać wszyscy zgodnie mówili , że było to typowe zaniedbanie budowlane . Świeżo postawiona ściana o dużej powierzchni nie miała odpowiedniego zbrojenia, a okalające ją rusztowanie było przerdzewiałe i ewidentnie postawione na prędce. W trakcie tej rozmowy używał jeszcze wielu fachowych terminów budowlanych , ale w całej tej sprawie chodziło o to, że wykonawca budowlany popełnił dużo zaniedbań i załamał wiele przepisów . Na szczęście pogoda nie sprzyjała spacerom i dzięki Bogu nikomu nic się nie stało . Bo gdyby  było inaczej, mogłoby dojść do wielkiego nieszczęścia , a konsekwencja tego zaniedbania byłaby wtedy o wiele większa i dotkliwsza . W trakcie tego obiadu usłyszeliśmy jeszcze wiele różnych ciekawych historii  ale tamte przedstawię w następnych postach .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz