Jak pech , to pech. Któregoś razu pisałem, że mam kolegę , który w Warszawie prowadzi sklep nabiałowy. Wiadomą rzeczą jest , że produkty nabiałowe mają krótką datę spożycia , a brak wentylacji , klimatyzacji i odpowiednich chłodni prawidłowe przechowywanie uniemożliwia tego typu artykułów. Czyli maseł , mleka , śmietan , jogurtów , serów żółtych , białych margaryn itp.
Dlaczego mówię:
,,Jak pech, to pech''. ?
Ostatnimi czasy , byłem z moim kolegą w Warszawie w jego sklepie i czyściliśmy klimatyzacje,
na której gołębie uwiły sobie gniazdo. Tym razem poprosił mnie o wyniesienie i zainstalowanie nowej lady chłodniczej , ponieważ wcześniejsza zepsuła się i zamiast chłodzić to oddawała takie ciepło , że klimatyzacja nie nadążała ze schłodzeniem lokalu. Mogło by się wszystkim wydawać , że sprawa jest prosta i w godzinę czy dwie , powinniśmy się z tym uporać. Nic z tego , w sklepie pełnym towaru , w którym powierzchnia użytkowa wykorzystana jest co do centymetra , nie była to taka prosta rzecz. Z zepsutej lady chłodniczej , musieliśmy powyjmować towar. Część wywalić do śmietnika , ponieważ popuchły wieczka , a na niektórych produktach , które już dłużej stały pokazała się pleśń, a jeszcze w niektórych skończyła się data ważności do spożycia.
Później musieliśmy wynieść pojemniki z mlekiem i serem oraz kosze na pieczywo i stojaki na napoje , bo inaczej nie wynieśli byśmy starej chłodni.
Potem czekaliśmy z dobrą godzinę , aż firma produkująca lady chłodnicze dowiozła nam ją na miejsce. Po zestawieniu jej z samochodu dostawczego , musieliśmy ją odfoliować , usunąć zabezpieczające ją kawałki styropianu , wtargać ją do sklepu , umyć i powkładać szyby witrynowe.
Po ustawieniu chłodni , zaczęliśmy układać od nowa w niej towar z powrotem pownosić kosze , stojaki i pojemniki , przemyć podłogę i jak zamknęliśmy sklep , zrobił się już późny wieczór.
A jeszcze musieliśmy dojechać do domu . Telefon w kieszeni brzęczał mi co pół godziny , ponieważ moje dzieci i czci godna małżonka , nie mogli się już doczekać na tatę.
Trochę było w tym mojej winy , bo w czasie kiedy czekaliśmy na przywiezienie chłodni , zadzwoniłem do nich i powiedziałem , że dostaliśmy różnych dobrych produktów, typu:
Actimel , Monte , Danio , Desery Bakomy , jogurty bananowo-truskawkowe , za którymi przepada moja mała gromadka . Dlatego o co chwila dzwoniący telefon , mogłem mieć pretensje , tylko od samego siebie. Jak dobiliśmy na miejsce , moje smerfy już smacznie spały. Ale następnego dnia ze smakiem czyściły po kolei z lodówki , to co im przywiozłem. Nie ma większej radości , jak widzieć ich usmarowane buzie i nosy w jogurtach czy deserkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz