środa, 25 marca 2015

Przebudowa sklepu

W Warszawie nie daleko stacji metra jest bazarek na którym wraz z żoną wynajmowaliśmy pawilonik handlowy . Było to pomieszczenie o kubaturze dwudziestu metrów kwadratowych . Na terenie tego bazarku znajdowały się różne pawilony, zakład fryzjerski , chińskie dania , warzywniak , sklepik ogólnospożywczy , nabiałowy , rybny , mięsny , zoologiczny , ciuchy i tym podobne . Jednym słowem wszystko co było potrzebne do życia ludziom mieszkającym w okalającym go osiedlu . Handlowaliśmy tam przez siedem lat i przez ten czas poznaliśmy wszystkich, którzy tam pracowali . Śmiało można powiedzieć , że stworzyliśmy tam zewnętrzny klan małych przedsiębiorców wybraliśmy nawet prezesa, któremu płaciliśmy pensję , a on reprezentował nas w gminie i załatwiał całą papierkową robotę . Lecz przyszedł czas kiedy w gminie ktoś dostał dużą łapówę po to, żeby nas wszystkich stamtąd usunąć . Naturalną sprawą jest , że każdy z nas jak ulepszał swój sklepik urządzał go lub przebudował wedle własnych potrzeb . I tak zwana przebudowa sklepu w cudzysłowie była pierwszorzędnym pretekstem dla gminy aby dobrać się nam do tyłków . W pierwszej kolejności został nasłany na nas nadzór budowlany, który wysłał do nas swojego pracownika którym był inspektor budowlany . On to stwierdził , że wszystkie przeróbki w tych lokalach włącznie ze ściankami  postawionymi z karton gipsu są typową samowolką  i żaden z najemców nie miał prawa do tego typu przeróbek . Kazano nam to rozebrać i doprowadzić lokale do pierwotnego wyglądu . Zaczęliśmy wspólnie pisać protesty przeciwko takiej decyzji ale kolejne kontrole budowlane potwierdziły ekspertyzę wystawioną przez inspektora budowlanego . Buntowaliśmy się przeciwko tym decyzjom, ponieważ oznaczały one dla nas zmarnowanie pieniędzy, które włożyliśmy w remont i w ulepszenie naszych sklepików oraz zrujnowanie naszych lokali . Okazało się w późniejszym czasie ,że chciano usunąć nas stamtąd, dlatego bo miał na miejscu bazarku powstać następny moloch gabarytów galerii Mokotów czy Złotych Tarasów . Zdawaliśmy sobie wszyscy sprawę, że prędzej czy później i tak nas stamtąd usuną bo żaden drobny sklepikarz osiedlowy nie jest w stanie konkurować z sieciówkami jakimi są hiper markety . Przy tego typu inwestycjach wchodzą w grę niebotyczne sumy więc jak handlarzyna z warzywniaka czy chińczyk z patelnią sajgonek czy ktokolwiek handlujący z nas na tym bazarku mógł by z czymś takim konkurować . Więc tak po kolei jeden po drugim zamykaliśmy swoje miejsce pracy , zdawaliśmy klucze do gminy i zakańczaliśmy swoją działalność . Na tą chwilę jak przejeżdżam koło miejsca gdzie  stał mój mały sklepik jest dziura do wjazdu na podziemny parking i za każdym razem zastanawiam się czy ludziom robiącym zakupy w takim bałaganie nie tęskni się za małym bazarkiem, gdzie wszyscy dobrze się znaliśmy, szanowaliśmy swoich klientów i tworzyliśmy naszą małą społeczność osiedlową .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz