We wcześniejszym poście , wspomniałem o domku na Mazurach i jak ważna jest wentylacja, kiedy budynek stoi blisko jeziora. Zapobiega ona wilgoci i powstawania grzyba na ścianach.
Jak widzimy za oknem robi się coraz cieplej, więc trzy tygodnie temu pojechaliśmy na Mazury przewietrzyć i przepalić w kominku , w naszym domu. Lecz zamiast cieszyć się z wyjazdu , mnie i małżonkę trafił szlak! Facet, który zajmował się wentylacją i klimatyzacją , był zwykłym osłem i samoukiem.Lecz ewidentnie to jest moja wina , bo szukałem oszczędności, a nie fachowości.
W rogach , od strony jeziora i na północnej ścianie przy podłodze , zaczęły pojawiać się ciemne plamy wilgoci i grzyba.Dostałem białej gorączki, gdybym miał pod ręką tego faceta . ukręcił bym mu ,,głowę '' przy samym tyłku! Ale cóż, gościa nie było i nawet nie widziałem gdzie go mam szukać. Na szczęście, przynajmniej kanalizacja nadal działała bez zarzutów, za co tym razem muszę pochwalić pana majstra Stasia. Gdy opadły już emocje, zacząłem zastanawiać się co z tym fantem zrobić. Jestem osobą niedowidzącą i tego typu prace , jak:
-skucie ściany,
-szpachlowanie,
-docieranie i malowanie, są po prostu dla mnie nie wykonalne.
Gdybym dobrze widział , skuł bym tego grzyba , zaszpachlował świeżą zaprawą, pomalował, poprawił bym wentylacje i było by po kłopocie.
Lecz niestety , w tej sprawie miałem związane ręce.
Lecz jak to ja , nigdy się łatwo nie poddaję, życie nauczyło mnie brać się z nim za bary, więc i w tej sprawie stało się podobnie. Zacząłem z żoną buszować po internecie i znalazłem firmę FACILITY MANAGEMENT, która zajmuje się między innymi, techniką , obsługą budynków.
I to był strzał w 10! Oferowali:konserwacje,naprawy i usuwanie awarii instalacji:grzewczych,
wentylacyjnych i klimatyzacyjnych.
W mig usunęli problem z wentylacją i zapewnili, że tego typu sytuacja nie powinna mieć już miejsca.Mój kolega Grzegorz, który na stałe mieszka na Mazurach, zaoferował się, że usunie mi zagrzybione miejsca i odmaluje pomieszczenia.
Dobry z niego chłopisko! Po dwóch dniach pracy , mieszkanko było czyste, przytulne i suche.
Wieczorem napaliłem w kominku, zaprosiłem Grzegorza z rodziną i zasiedliśmy do kolacji.
Ciepło rozchodzące się po pokoju, płonące brzozowe szczapy i pełzające po nich płomyki, stworzyły miłą, przytulną atmosferę. Świeżo usmażona rybka i parę kieliszków koniaczku , w net rozproszyły stres i nerwy, których doświadczyliśmy przez te kilka dni. Byłem bardzo wdzięczny Grzegorzowi za pomoc i tak zakończyła się moja wizyta na Mazurach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz