poniedziałek, 30 marca 2015
Czyszczenie klimatyzacji
Jak wszystkim nam wiadomo zimę w tym roku mieliśmy bardzo łagodną . Nasze kochane ptaszki dużo wcześniej zaczęły swoje wiosenne harce .Większość z nich zaczęła budować sobie gniazdka, a co nie które gatunki mają już pisklęta . I właśnie przez ptaszki zaczęła się moja przygoda z klimatyzacją . Pewnego dnia, a dokładnie w sobotę zadzwonił do mnie kolega i poprosił mnie o przysługę . Powiedział mi, że na obudowie klimatyzacji pod dachem gołębie naznosiły patyków , piór i różnego rodzaju odchodów i trzeba to usunąć i wyjąć klimatyzacje do czyszczenia . Mówił, że to jest starszy typ i jest bardzo ciężka, że sam sobie z tym nie poradzi . Kiedy pojechaliśmy na miejsce wzięliśmy drabinę i okazało się, że gołębie miały już gotowe gniazdo ku nie zadowoleniu naszych skrzydlatych przyjaciół usunęliśmy zanieczyszczenia, dokonaliśmy czyszczenia i zaczęliśmy płynem szorować zafajdaną tabliczkę na której widniał napis zabezpieczenia przeciwpożarowe . Po skończonej pracy zapytałem go jak często musi to robić powiedział mi, że raz w roku ma taką imprezę i ciągle tylko przez gołębie . Stwierdził, że brak sprawnej klimatyzacji w jego sklepie , a jest to sklep nabiałowy to istna katastrofa , bo brak dobrej wentylacji i schłodzonego powietrza to momentalnie puchnące jogurty , kefiry , śmietany , kisnące mleko , kwaśniejący ser i tym podobne -oczywiście miał racje . Teraz już wiedziałem dlaczego tak bardzo zależało mu na szybkiej naprawie ,na pewno miał racje, że sam sobie by z tym nie poradził bo na wyciągniętych rękach stojąc na drabinie jedna osoba nie jest w stanie tego utrzymać . Po powrocie do miejscowości w której mieszkamy ku mojemu zadowoleniu zachował się jak prawdziwy dżentelmen . Zaprosił mnie na dobrą kolacje i na zimniutkie piwko . Jak miałem już pełny brzuch, a zimnie piwko spływało mi do gardła w duchu chwaliłem warszawskie gołębie, że robią sobie gniazda i fajdają klimatyzacje .
środa, 25 marca 2015
Przebudowa sklepu
W Warszawie nie daleko stacji metra jest bazarek na którym wraz z żoną wynajmowaliśmy pawilonik handlowy . Było to pomieszczenie o kubaturze dwudziestu metrów kwadratowych . Na terenie tego bazarku znajdowały się różne pawilony, zakład fryzjerski , chińskie dania , warzywniak , sklepik ogólnospożywczy , nabiałowy , rybny , mięsny , zoologiczny , ciuchy i tym podobne . Jednym słowem wszystko co było potrzebne do życia ludziom mieszkającym w okalającym go osiedlu . Handlowaliśmy tam przez siedem lat i przez ten czas poznaliśmy wszystkich, którzy tam pracowali . Śmiało można powiedzieć , że stworzyliśmy tam zewnętrzny klan małych przedsiębiorców wybraliśmy nawet prezesa, któremu płaciliśmy pensję , a on reprezentował nas w gminie i załatwiał całą papierkową robotę . Lecz przyszedł czas kiedy w gminie ktoś dostał dużą łapówę po to, żeby nas wszystkich stamtąd usunąć . Naturalną sprawą jest , że każdy z nas jak ulepszał swój sklepik urządzał go lub przebudował wedle własnych potrzeb . I tak zwana przebudowa sklepu w cudzysłowie była pierwszorzędnym pretekstem dla gminy aby dobrać się nam do tyłków . W pierwszej kolejności został nasłany na nas nadzór budowlany, który wysłał do nas swojego pracownika którym był inspektor budowlany . On to stwierdził , że wszystkie przeróbki w tych lokalach włącznie ze ściankami postawionymi z karton gipsu są typową samowolką i żaden z najemców nie miał prawa do tego typu przeróbek . Kazano nam to rozebrać i doprowadzić lokale do pierwotnego wyglądu . Zaczęliśmy wspólnie pisać protesty przeciwko takiej decyzji ale kolejne kontrole budowlane potwierdziły ekspertyzę wystawioną przez inspektora budowlanego . Buntowaliśmy się przeciwko tym decyzjom, ponieważ oznaczały one dla nas zmarnowanie pieniędzy, które włożyliśmy w remont i w ulepszenie naszych sklepików oraz zrujnowanie naszych lokali . Okazało się w późniejszym czasie ,że chciano usunąć nas stamtąd, dlatego bo miał na miejscu bazarku powstać następny moloch gabarytów galerii Mokotów czy Złotych Tarasów . Zdawaliśmy sobie wszyscy sprawę, że prędzej czy później i tak nas stamtąd usuną bo żaden drobny sklepikarz osiedlowy nie jest w stanie konkurować z sieciówkami jakimi są hiper markety . Przy tego typu inwestycjach wchodzą w grę niebotyczne sumy więc jak handlarzyna z warzywniaka czy chińczyk z patelnią sajgonek czy ktokolwiek handlujący z nas na tym bazarku mógł by z czymś takim konkurować . Więc tak po kolei jeden po drugim zamykaliśmy swoje miejsce pracy , zdawaliśmy klucze do gminy i zakańczaliśmy swoją działalność . Na tą chwilę jak przejeżdżam koło miejsca gdzie stał mój mały sklepik jest dziura do wjazdu na podziemny parking i za każdym razem zastanawiam się czy ludziom robiącym zakupy w takim bałaganie nie tęskni się za małym bazarkiem, gdzie wszyscy dobrze się znaliśmy, szanowaliśmy swoich klientów i tworzyliśmy naszą małą społeczność osiedlową .
poniedziałek, 23 marca 2015
Samowola budowlana
W grudniu zeszłego roku niedaleko Warszawy moi znajomi kupili sobie działkę budowlaną .Zamierzali sprzedać mieszkanie w bloku, dobrać kredytu i postawić sobie nie duży domek . Zakupili tą działkę blisko stolicy, ponieważ Kasia z Kamilem bo tak mają na imiona moi znajomi oboje w niej pracują . Kasia z Kamilem poznali się na studiach, są stomatologami i pracują w swoim fachu lecz w innych dzielnicach . Powodzi im się całkiem nieźle , ale oboje zgodnie stwierdzili, że są już zmęczeni długimi dojazdami do pracy i z tond ich decyzja . Gdy nie dawno pojechali na swoją działkę doznali szoku . Na brzegu zaraz przy ulicy zbudowano im metalowo betonową konstrukcję, na której umieszczono reklamę wielkości trzy na pięć metrów . Niezwłocznie zgłosili to, gdzie przeprowadzane są kontrole budowlane, tam stwierdzono, że w dzisiejszych czasach coraz częściej zdarzają się takie rzeczy . I po kilku dniach wysłano na miejsce inspektora budowlanego, który miał biuro wraz z firmą o ciekawej nazwie ,,Przegląd Budowlany Warszawa,, stwierdził on, że jest to samowola budowlana postawiona bezprawnie, lecz podpowiedział żeby na początku spróbować odnaleźć firmę reklamową, która to postawiła . Nie mogłem uwierzyć w to jak opowiadali, że nikt nie chciał przyznać się , że jest właścicielem tej ogromnej reklamy . Na szczęście dzięki swoim znajomością dotarli do właściciela i bach kolejne zaskoczenie . Zawsze wiedziałem, że Kamil ma głowę nie od parady ale to co zrobił przeszło wszystkie moje oczekiwania. Skubany dogadał się z facetem, że do czasu kiedy nie zacznie budowy może to wszystko pozostać na jego działce, a zarobił jeszcze na tym kupę forsy . Więc do całego tego zdarzenia idealnie pasuje przysłowie ,, nie taki diabeł straszny jak go malują''.
środa, 18 marca 2015
Brak wentylacji
We wcześniejszym poście , wspomniałem o domku na Mazurach i jak ważna jest wentylacja, kiedy budynek stoi blisko jeziora. Zapobiega ona wilgoci i powstawania grzyba na ścianach.
Jak widzimy za oknem robi się coraz cieplej, więc trzy tygodnie temu pojechaliśmy na Mazury przewietrzyć i przepalić w kominku , w naszym domu. Lecz zamiast cieszyć się z wyjazdu , mnie i małżonkę trafił szlak! Facet, który zajmował się wentylacją i klimatyzacją , był zwykłym osłem i samoukiem.Lecz ewidentnie to jest moja wina , bo szukałem oszczędności, a nie fachowości.
W rogach , od strony jeziora i na północnej ścianie przy podłodze , zaczęły pojawiać się ciemne plamy wilgoci i grzyba.Dostałem białej gorączki, gdybym miał pod ręką tego faceta . ukręcił bym mu ,,głowę '' przy samym tyłku! Ale cóż, gościa nie było i nawet nie widziałem gdzie go mam szukać. Na szczęście, przynajmniej kanalizacja nadal działała bez zarzutów, za co tym razem muszę pochwalić pana majstra Stasia. Gdy opadły już emocje, zacząłem zastanawiać się co z tym fantem zrobić. Jestem osobą niedowidzącą i tego typu prace , jak:
-skucie ściany,
-szpachlowanie,
-docieranie i malowanie, są po prostu dla mnie nie wykonalne.
Gdybym dobrze widział , skuł bym tego grzyba , zaszpachlował świeżą zaprawą, pomalował, poprawił bym wentylacje i było by po kłopocie.
Lecz niestety , w tej sprawie miałem związane ręce.
Lecz jak to ja , nigdy się łatwo nie poddaję, życie nauczyło mnie brać się z nim za bary, więc i w tej sprawie stało się podobnie. Zacząłem z żoną buszować po internecie i znalazłem firmę FACILITY MANAGEMENT, która zajmuje się między innymi, techniką , obsługą budynków.
I to był strzał w 10! Oferowali:konserwacje,naprawy i usuwanie awarii instalacji:grzewczych,
wentylacyjnych i klimatyzacyjnych.
W mig usunęli problem z wentylacją i zapewnili, że tego typu sytuacja nie powinna mieć już miejsca.Mój kolega Grzegorz, który na stałe mieszka na Mazurach, zaoferował się, że usunie mi zagrzybione miejsca i odmaluje pomieszczenia.
Dobry z niego chłopisko! Po dwóch dniach pracy , mieszkanko było czyste, przytulne i suche.
Wieczorem napaliłem w kominku, zaprosiłem Grzegorza z rodziną i zasiedliśmy do kolacji.
Ciepło rozchodzące się po pokoju, płonące brzozowe szczapy i pełzające po nich płomyki, stworzyły miłą, przytulną atmosferę. Świeżo usmażona rybka i parę kieliszków koniaczku , w net rozproszyły stres i nerwy, których doświadczyliśmy przez te kilka dni. Byłem bardzo wdzięczny Grzegorzowi za pomoc i tak zakończyła się moja wizyta na Mazurach.
Jak widzimy za oknem robi się coraz cieplej, więc trzy tygodnie temu pojechaliśmy na Mazury przewietrzyć i przepalić w kominku , w naszym domu. Lecz zamiast cieszyć się z wyjazdu , mnie i małżonkę trafił szlak! Facet, który zajmował się wentylacją i klimatyzacją , był zwykłym osłem i samoukiem.Lecz ewidentnie to jest moja wina , bo szukałem oszczędności, a nie fachowości.
W rogach , od strony jeziora i na północnej ścianie przy podłodze , zaczęły pojawiać się ciemne plamy wilgoci i grzyba.Dostałem białej gorączki, gdybym miał pod ręką tego faceta . ukręcił bym mu ,,głowę '' przy samym tyłku! Ale cóż, gościa nie było i nawet nie widziałem gdzie go mam szukać. Na szczęście, przynajmniej kanalizacja nadal działała bez zarzutów, za co tym razem muszę pochwalić pana majstra Stasia. Gdy opadły już emocje, zacząłem zastanawiać się co z tym fantem zrobić. Jestem osobą niedowidzącą i tego typu prace , jak:
-skucie ściany,
-szpachlowanie,
-docieranie i malowanie, są po prostu dla mnie nie wykonalne.
Gdybym dobrze widział , skuł bym tego grzyba , zaszpachlował świeżą zaprawą, pomalował, poprawił bym wentylacje i było by po kłopocie.
Lecz niestety , w tej sprawie miałem związane ręce.
Lecz jak to ja , nigdy się łatwo nie poddaję, życie nauczyło mnie brać się z nim za bary, więc i w tej sprawie stało się podobnie. Zacząłem z żoną buszować po internecie i znalazłem firmę FACILITY MANAGEMENT, która zajmuje się między innymi, techniką , obsługą budynków.
I to był strzał w 10! Oferowali:konserwacje,naprawy i usuwanie awarii instalacji:grzewczych,
wentylacyjnych i klimatyzacyjnych.
W mig usunęli problem z wentylacją i zapewnili, że tego typu sytuacja nie powinna mieć już miejsca.Mój kolega Grzegorz, który na stałe mieszka na Mazurach, zaoferował się, że usunie mi zagrzybione miejsca i odmaluje pomieszczenia.
Dobry z niego chłopisko! Po dwóch dniach pracy , mieszkanko było czyste, przytulne i suche.
Wieczorem napaliłem w kominku, zaprosiłem Grzegorza z rodziną i zasiedliśmy do kolacji.
Ciepło rozchodzące się po pokoju, płonące brzozowe szczapy i pełzające po nich płomyki, stworzyły miłą, przytulną atmosferę. Świeżo usmażona rybka i parę kieliszków koniaczku , w net rozproszyły stres i nerwy, których doświadczyliśmy przez te kilka dni. Byłem bardzo wdzięczny Grzegorzowi za pomoc i tak zakończyła się moja wizyta na Mazurach.
poniedziałek, 16 marca 2015
Budować na mazurach
Jak to fajnie mieć dużo pieniędzy . Wtedy każdy z nas ma swoje własne plany i marzenia . Ja pomimo tego, że nie jestem bogaty także postanowiłem spełnić swoje marzenie . A tym marzeniem jest mały domek letniskowy na Mazurach . Zacząłem od poszukiwania miejsca do wykonania mojego planu . Zaczęliśmy z żoną oczywiście od zorientowania się w cenach gruntu na pojezierzu mazurskim . Lecz po wstępnych oględzinach w internecie momentalnie sprowadzono mnie na ziemię . Może mi nikt nie uwierzyć , ale życie pisze samo własne scenariusze . Miesiąc później zostaliśmy zaproszeni z rodziną do mojego przyjaciela z lat szkolnych z którym dzieliłem pokój w internacie . Piętnaście lat temu ożenił się i pobudował w malowniczej wsi Paprotki, która położona jest koło Rydzewa nie daleko Giżycka . To malownicze miejsce jest prawie nietknięte zębem cywilizacji . Świeże powietrze , spore jezioro paprockie nie spotykanie spokojni i serdeczni ludzie , zrobili na mnie nie bywałe wrażenie, a kontakt z naturą odbił w mojej duszy niezamazywalne piętno . Dzięki mojemu kumplowi od jednej z zaprzyjaźnionych rodzin po wielu perypetiach udało mi się kupić działkę . Dzięki temu, że lokalizacja działki znajdowała się w paprotkach mój kolega pomógł mi w nadzorowaniu budowy . Budowa to duże słowo, bo chałupka którą udało nam się tam postawić ma zaledwie czterdzieści osiem metrów kwadratowych . Grzegorz bo tak nazywa się mój przyjaciel w trakcie budowy kazał mi zwracać uwagę przede wszystkim na to, żeby w mieszkaniu nie było grzyba i wilgoci dlatego nakłonił mnie, żeby zwrócić uwagę żeby w budynku była porządna wentylacja , a w czasie upałów chociaż w jednym pomieszczeniu klimatyzacja . Za co w upalne dni kiedy odpoczywaliśmy na Mazurach chwaliłem go pod niebiosa . Spory problem sprawiła mi instalacja kanalizacji , ponieważ w terenach zielonych i w pobliżu jeziora pod tym względem są zaostrzane przepisy i wymagania . Ale można sobie z tym poradzić . Nie muszę chyba nikomu mówić jak cudownie wypoczywa się w takim miejscu z rodziną , pchamy się za granicę, a nie znamy dobrze naszego kraju . Sprawdzają się słowa Stanisława Jachowicza bajko pisarza i pedagoga cudze chwalicie swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie . Na koniec chcę powiedzieć tylko tyle: zwiedzajmy i kochajmy swój kraj i nie rezygnujmy z marzeń . Bo jak wszyscy wiemy marzenia się spełniają ha ha hej że hola .
środa, 11 marca 2015
Pożar na basenie
Śmieszną i nie bywałą sprawą wydaje się , że wybuchł pożar na basenie , w miejscu gdzie mamy do czynienia z taką ilością wody. A jednak stało się.Pewnego dnia moje dzieci chciały pójść popływać . Lecz okazało się , że nic z tego ponieważ w nocy wybuchł pożar i do puki nie będą usunięte wszystkie zniszczenia i usterki nie ma możliwości korzystania z pływalni i sauny. Wiadomą rzeczą jest , że kiedy w małej miejscowości wydarzy się coś takiego to wszyscy zaraz z ciekawości zaczynają plotkować o przyczynie pożaru . Jedni mówili, że zawiodły instalacje przeciwpożarowe . Drudzy stwierdzili , że zawiodły systemy sygnalizacji pożaru , a następni znowuż słyszeli, że wysiadły instalacje tryskaczowe, tak na prawdę to wszyscy figę wiedzieli lecz jeden przed drugim chciał pokazać jaki jest mądry i że posiada najprawdziwsze informacje . Osobiście nie wiedziałem co to są instalacje tryskaczowe, a w sprawach pożarnictwa i zabezpieczeń przeciwpożarowych nie byłem specjalnie biegły więc nie pozostało mi nic innego jak odszukać te terminy w internecie i troszkę się wyedukować . Kiedy rozszerzyły się moje informacje najprostszą sprawą pozostało zadzwonić do znajome, która na basenie na którym doszło do owego pożaru sprzedawała bilety . Słusznym to było posunięciem bo otrzymałem informacje typu , że pożar wybuchł w saunie, a jego przyczyną było zwarcie w instalacji elektrycznej . Dowiedziałem się także , że pływalnia w naszej miejscowości nie posiada nic takiego jak : instalacje tryskaczowe , ale po tym pożarze wcale nie jest powiedziane , że tego typu instalacja nie zostanie zamontowana i uruchomiona . Moim dzieciom tym razem nie udało się popływać i skorzystać z sauny , ale dzięki temu wydarzeniu może nazwijmy to inaczej przez nie. Ich tatuś dowiedział się co to są instalacje tryskaczowe i co tak na prawdę było przyczyną pożaru na basenie w naszej mieścinie .
poniedziałek, 9 marca 2015
Niedokończony budynek
W mojej rodzinie przestrzegamy twardej zasady , że przynajmniej raz w tygodniu całą rodzinką wychodzimy na długi spacer . Staramy się nie chodzić ciągle tą samą trasą , dzięki czemu bywamy w różnych punktach miasta i możemy zaobserwować na bieżąco zmiany w naszej miejscowości . Na jednym z takich spacerów wpadł nam w oko nowy blok powstający nie daleko dworca PKS . Na pierwszy rzut oka robił wrażenie gotowego do zamieszkania . Minęło kilka miesięcy kiedy znowu wspólnie wybraliśmy się na spacer w tą okolicę i zgodnie zauważyliśmy, że jeszcze nikt w tym bloku nie mieszka . Załączyła się w nas ciekawość i zaczęliśmy wypytywać starsze panie, które nie opodal w parku spacerowały ze swoimi pieskami . Jak się można było domyśleć nasze kochane moherowe przyjaciółki wiedzą wszystko, tym razem pokazały swoją encyklopedyczną wiedzę . Zgodnie stwierdziły, że budynek nie może być oddany do użytku ponieważ przeprowadzone przeglądy budowlane i ekspertyza inspektoratu pożarnictwa orzekła, że ten budynek nie spełnia wymogów ,które narzucają zabezpieczenia przeciwpożarowe i instalacje przeciwpożarowe . Dlatego inspektor budowlany nakazał usunięcie wszelkich usterek po czym następna ekspertyza budowlana i przeciwpożarowa stwierdzi czy osoby, które nabyły lokale w tym budynku mogą się w prowadzić . I kto mi za żuci, że nasze kochane babuliny nie są żywą kopalnią wiedzy. Więc jak państwo będziecie mieli jakieś trudne pytania, a nie będziecie mogli znaleźć na nie odpowiedzi to zachęcam wybrać się na spacer do parku.
niedziela, 1 marca 2015
Budują nowy market
Mieszkam ze swoją rodziną w małym miasteczku niedaleko Warszawy. W zeszłym roku dzięki burmistrzowi został pięknie odrestaurowany ratusz , na którym umieszczono nowy zegar , który w zależności od okoliczności wygrywa różne kuranty. Odnowiono także rynek i znajdujący się na nim pomnik. Miasteczko nasze jest czyste i przyjemne, a że jest nie wielkie więc większość mieszkańców zna się z widzenia. Najfajniej w naszym mieście jest latem , na nowo odszykowanym rynku biegają roześmiane dzieci , szumią cztery tryskające fontanny, a w pobliskich barach i lodziarni siedzą i rozmawiają ludzie, którzy przychodzą tam zjeść coś dobrego lub w upalny dzień napić się zimnego piwa lub coca-coli . Ostatnimi czasy w naszej miejscowości zaczęły powstawać markety jak grzyby po deszczu . A teraz słychać znowu, że budują nowy market. Prace na budowie posuwały się w bardzo szybkim tępie i powstał by on na pewno w ustalonym terminie gdyby nie wypadek, który na kilka dni wstrzymał pracę . Mężczyzna pracujący wysoko na rusztowaniu spadł i zabił się.Inspektor budowlany, który czytał akurat artykuł sześćdziesiąty drugi prawa budowlanego i kolega jego z przeglądu budowlanego Warszawa natychmiast wezwali pogotowie i policje. Niestety lekarz z pogotowia stwierdził zgon mężczyzny , policja natychmiast wstrzymała pracę na terenie i posypały się różnego rodzaju kontrole budowlane i inspekcje BHP, które dotyczyły bezpieczeństwa pracy tych ludzi i kontrole . Dlaczego doszło do tak tragicznego wypadku. Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się z lokalnej gazety, że mężczyzna który zginął przy budowie tego marketu nie przypiął linki zabezpieczającej go przed upadkiem z wysokości do uprzęży w której miał obowiązek pracować , a co najgorsze był pod wpływem alkoholu . Po kilku dniach wznowiono pracę na budowie i powstał piękny market ale duża część mieszkańców naszego miasteczka idąc tam na zakupy ma w pamięci ten nieszczęśliwy wypadek . Który przez ludzką głupotę i nieodpowiedzialność skończył się tak tragicznie .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)